Pedałem w brodę czyli pewien piękny niedzielny bieg

20160515 103305

Zbiórka na mostku – jak zawsze, ekipa się zjeżdża, pogoda nie za bardzo, zanosi się na deszcz ale wiadomo ogólnie, że nie ma złej pogody do biegania najwyżej są źle ubrani biegacze.. Kieruję wzrok w stronę kościoła a tu pojawia się nasza gwiazda Renata w charakterystycznej czerwonej koszulce z herbem Szczecinka na piersi i… w krótkich spodenkach w kolorze podobno brzoskwiniowym, twarda sztuka myślę sobie ale boję się komentować – niewiele zębów mi pozostało szkoda by było stracić. Krzysiu próbuje okiełznać Pipi, która już chce biec szaleje i szczeka. Udało się, zebraliśmy się zapakowani w samochody ruszamy ku przygodzie zwanej bieganiem, kierunek Gwda, jedziemy nad jezioro Wielimie. Dotarliśmy szczęśliwie pomimo że misiaczki suszyły w Marcelinie całe szczęście mieli już petenta i nie zwrócili na nas uwagi. Wypakujemy się przebieramy, ubieramy, Inka dosiada swego stalowego rumaka, GPS złapany, startujemy. Truchtamy spokojnym tempem w kierunku Gwdy Wielkiej i dalej do Gwdy Małej. Czarna chmura na horyzoncie nie wróży nic dobrego ale mimo to my twardziele pomykamy dalej. Pada deszcz, ledwo minęliśmy zabudowania rozpoczęła się ulewa, która po krótkiej chwili zamieniła się w dość mocne opady gradu. Przemokliśmy ale i tak jest super, przeprawiamy się przez rzeczkę Dołgę, deszcz słabnie, napieramy do przodu wbiegamy w las klimaty do biegania wymarzone soczysta zieleń lasu, zapach sosnowej żywicy czuć energię, która ładuje nas na następny tydzień.

20160515 100031Łup!!! coś jak nie walnie za plecami, odwracam się a tu Ewcia wyciągnięta jak długa na środku ścieżki. Ekipa szybko reaguje i podnosi biedaczkę – żyje i całe szczęście. Ewcia twardy zawodnik pozbierała się dość szybko, poniesione straty zadrapania na brodzie, stłuczony palec. Inka korzystając z zamieszania uzupełnia płyny, krótka przerwa i ruszamy dalej. Słonko wyszło jest jeszcze milej, tempo niko niko, dużo rozmów, normalnie sielanka. Zaczęły się górki, tata Inki poza przekazywaniem dobrych rad odnośnie zmiany przerzutek w rowerze przekazuje kilka rad z zakresu taktyki jazdy, jedna z rad zapadła mi w pamięci – „…zamiast zużywać energię na jęczenie zużywaj ją na pedałowanie…”. Pomimo fachowej pomocy merytorycznej niezbędna jest od czasu do czasu także pomoc czysto fizyczna. Pełen podziw dla Inki, jej hart ducha i stoicki spokój naprawdę imponuje. Dobiegamy do linii wysokiego napięcia gdzie skręcamy na otwartą przestrzeń i biegniemy wzdłuż „drutów” pokonując ”siodełka” raz za razem. Zatrzymałem się na chwilkę zrobić kilka pamiątkowych fotek i widzę jak Marcin pędzi z górki na rowerku Inki, to chłop ma frajdę. No cóż nie ma tak, że sobie na luzaku i bezstresowo pobiegamy, odpadł pedał od roweru czyżby jakaś złośliwość rzeczy martwych? 20160515 102036Próby naprawienia nie powiodły się. Renata była bardzo zdziwiona, że Marcin nie zabrał ze sobą klucza do naprawiania pedałów, trzeba chyba wprowadzić obowiązek posiadania takowych kluczy podczas biegania :). Popsuty rower to nie jest aż taki wielki problem ale Inka ma do pokonania jeszcze około 6 km. Dzielnie truchta koło mamy. Narodził się pomysł Jarek z Marcinem przycisną i pobiegną po samochód żeby zabrać biedulkę Inkę. Ogary ruszyły i momentalnie zniknęli nam z oczu, nad ścieżką unosi się jedynie obłok kurzu.

Początkowo Krzysio targa rower na plecach nie jest to zbyt wygodne rozwiązanie ale cóż, robimy zmiany Renata i Bożenka pchają rower na zmianę i tak poruszamy się nawet dość sprawnie do przodu. Ewcia wyposażona w kask Inki – tak na wszelki wypadek wraz z Sylwią i Inką maszerują z tyłu. Nasza czwórka wysunęła się na prowadzenie :). Dobiegliśmy już do drogi pożarowej nr 9, można powiedzieć ostatnia prosta, pozostało jakieś 3 km. Około kilometra przed metą napotykamy wracającego Jarka, biegnie do swojej gwiazdy, po chwili pojawia się samochodem Marcin. Pakujemy rower do bagażnika, Marcin rusza dalej po Inkę. Odbijamy na drogę przy jeziorze, widać już zaparkowane samochody. Kończymy bieg, po chwili pojawia się Marcin z Inką, Sylwia Ewa i Jarek biegną od drugiej strony. Zimno, jesteśmy jeszcze mokrzy a nad jeziorem dość mocno wieje. Pakujemy się szybko do samochodów i ruszamy do Szczecinka.

Przygoda! Tak można określić ten slow jogging. W sumie oby więcej takich będzie co wspominać.

mapaDługość trasy: 13,32 km,
czas biegu: 1:38:23
średnie tempo biegu: 7:23 min/km

filmik * fotki

COPYRIGHT: Team Biegowy Szczecinek [2016]